Polski rząd właśnie wyłożył karty na stół i mówi jasno... koniec z byciem technologicznym maruderem Europy. „Polityka rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 roku” nie jest kolejną broszurą pełną ogólników, którą urzędnicy chowają do szuflady zaraz po konferencji prasowej. Mamy tutaj konkretne liczby, obietnice potężnych mocy obliczeniowych i wizję państwa, w którym załatwianie spraw urzędowych przestaje przypominać drogę przez mękę.

Resort Cyfryzacji pod wodzą wicepremiera Gawkowskiego obiecuje nam cyfrową rewolucję – od sądów, przez szpitale, aż po twoją kieszeń. Dokument z listopada 2025 roku to gruba teczka obietnic, miliardowych inwestycji i potężnych mocy obliczeniowych. Przejrzeliśmy te plany, żeby sprawdzić, czy rządowa wizja ma szansę zadziałać w polskich realiach, czy pozostanie pięknym snem w formacie PDF.

Polityka rozwoju SI w Polsce

Garść statystyk na rozgrzewkę, bo liczby rzadko kłamią, choć często bolą. Według danych Eurostatu z 2025 roku zaledwie 5,9% polskich firm wykorzystywało technologie sztucznej inteligencji (źródło). To wynik, który stawia nas w ogonie Europy, daleko za liderującą Danią. Rządowy plan zakłada jednak ambitny skok – do 2030 roku wskaźnik ma wzrosnąć do ok. 30 proc. wśród małych i średnich przedsiębiorstw.

Co więcej, resort celuje w drastyczne zwiększenie mocy obliczeniowej dostępnej dla nauki i biznesu – z obecnego poziomu kilku petaflopsów do imponujących 40-50 petaflopsów. Wprawdzie w dokumencie źródłowym pojawiają się w tym miejscu jednostki tysiąckrotnie większe (eksaflopsy), to dla dobra debaty uznajmy to za drobną pomyłkę edytorską i pozostańmy przy realnych, choć wciąż potężnych wartościach.

Jeśli chodzi o administrację, optymizm jest równie duży, albowiem zakłada się skrócenie czasu trwania postępowań sądowych o minimum 30 proc. dzięki wsparciu algorytmów.

Asystent w mObywatelu – koniec z wiszeniem na infolinii

Sztandarowym pomysłem, który ma szansę realnie zmienić życie przeciętnego Kowalskiego, jest wdrożenie zaawansowanych modeli językowych bezpośrednio do administracji. Projekt PLLuM (Polish Large Language Model) oraz otwarty model Bielik mają stać się mózgiem nowego wirtualnego asystenta.

Plan zakłada, że do 2030 roku wspomniane rozwiązania będą standardem, a nie ciekawostką. Integracja z aplikacją mObywatel ma sprawić, że zamiast przekopywać się przez ustawy czy dzwonić na wiecznie zajęte infolinie, po prostu zadasz pytanie telefonowi. I co ciekawe... otrzymasz zrozumiałą odpowiedź. Model ma poprowadzić obywatela za rękę przez skomplikowane procedury, od wymiany dowodu po zgłoszenie narodzin dziecka.

W teorii brzmi to świetnie, zwłaszcza że asystent ma działać całodobowo. Resort Cyfryzacji obiecuje, że system nie tylko wskaże odpowiedni wniosek, ale też ostrzeże przed błędami jeszcze przed ich wysłaniem.

Wdrożenie pilotażowe zaplanowano już w urzędach miast takich jak Częstochowa, Łódź czy Gdynia. Miejmy tylko nadzieję, że cyfrowy urzędnik będzie miał więcej cierpliwości niż ten w okienku tuż przed przerwą.

Fabryki AI – brzmi dumnie, ale co to właściwie jest?

Nazwa może przywodzić na myśl taśmy produkcyjne składające roboty, rzeczywistość jest jednak nieco inna, o czym pisaliśmy już kilka miesięcy temu na łamach bloga.

Chodzi o gigantyczne centra obliczeniowe. Polska zamierza wybudować i rozwinąć takie ośrodki w Poznaniu (AI Piast) oraz Krakowie (AI Gaia). Mają one ściśle współpracować z fińskim superkomputerem LUMI, tworząc rozproszony ekosystem o potężnej mocy.

Inwestycja w „krzem i prąd” jest niezbędna, jeśli nie chcemy trenować naszych modeli na zagranicznych serwerach, płacąc za to krocie i oddając cenne dane.

Infrastruktura obliczeniowa PLGrid ma zostać dofinansowana i rozbudowana, aby polscy naukowcy i przedsiębiorcy nie musieli czekać tygodniami na wyniki swoich symulacji.

Pojawia się też koncepcja Baltic AI Gigafactory – projektu o zasięgu międzynarodowym, mającego uczynić z Polski cyfrowe serce regionu.

Rząd zapowiada system voucherów obliczeniowych, co w praktyce oznacza, że mała firma z innowacyjnym pomysłem nie zbankrutuje na samym wynajmie mocy serwerowej potrzebnej do wytrenowania algorytmu.

Wymiar sprawiedliwości i zdrowie – algorytm zamiast sędziego?

Sektory, które najbardziej kuleją pod względem efektywności, mają otrzymać największy zastrzyk technologiczny. Wymiar sprawiedliwości, słynący z przewlekłości, ma zostać zautomatyzowany w obszarach rutynowych. Rządowy dokument wskazuje na konieczność digitalizacji akt (bo AI papieru nie przeczyta) i wprowadzenia narzędzi asystenckich dla sędziów i prokuratorów.

Oczywiście nie mówimy tutaj, aby robot wydawał wyroki – przynajmniej na razie konstytucja na to nie pozwala – a o to, by sędzia nie marnował czasu na pisanie uzasadnień do prostych spraw czy przeszukiwanie tysięcy stron orzecznictwa. Algorytm zrobi to w sekundy.

W ochronie zdrowia AI ma wspomagać diagnostykę obrazową (analiza zdjęć RTG czy tomografii) oraz personalizację leczenia.

Ministerstwo Zdrowia planuje, by wirtualni asystenci odciążyli lekarzy z "papierkowej roboty", która dziś zajmuje im niepokojąco dużo czasu. Obietnica brzmi... lekarz ma leczyć pacjenta, a notatki niech robi sztuczna inteligencja.

Edukacja i drenaż mózgów – walka o talenty

Polska ma wybitnych informatyków, którzy niestety często budują potęgę gospodarczą innych krajów. Strategia rządowa dostrzega ten problem i proponuje konkretne działania, by zatrzymać "mózgi" nad Wisłą. Kluczową rolę ma odegrać Instytut Badawczy IDEAS NCBR oraz nowe programy stypendialne i wizowe (AI Talent Visa).

Plan zakłada radykalną zmianę w systemie edukacji, nie tylko na poziomie uniwersyteckim. Strategia zakłada, że szkoła stanie się miejscem zdobywania umiejętności przyszłości, a nauczyciele zyskają wsparcie, by przestać postrzegać ChatGPT jako zagrożenie, a zacząć widzieć w nim edukacyjnego sojusznika.

Cel jest ambitny - zwiększenie liczby absolwentów kierunków AI oraz doktoratów w tej dziedzinie o 50 proc. Rząd chce też ściągać badaczy z zagranicy, oferując im warunki pracy zbliżone do zachodnich standardów.

Mamy tu do czynienia z próbą odwrócenia wieloletniego trendu wyjazdowego. Pytanie, czy same granty i instytuty wystarczą, by konkurować z gigantami z Doliny Krzemowej, którzy kuszą nie tylko pensjami, ale i słońcem Kalifornii.

Biznes i piaskownice – bezpieczna zabawa w innowacje

Przedsiębiorcy boją się wdrażać AI głównie z dwóch powodów - braku pieniędzy i strachu przed niejasnym prawem. Unijny AI Act narzuca sporo rygorów, dlatego polska strategia kładzie duży nacisk na tzw. piaskownice regulacyjne (regulatory sandboxes). To specjalne środowiska testowe, gdzie firmy mogą sprawdzać swoje rozwiązania bez ryzyka, że na dzień dobry dostaną gigantyczną karę od regulatora za naruszenie przepisów.

Dla startupów i MŚP udział w piaskownicach ma być bezpłatny. Rząd obiecuje też wsparcie finansowe (wspomniane wcześniej vouchery) oraz merytoryczne. Celem jest stworzenie warunków, w których polska firma nie będzie bała się eksperymentować.

Mapa drogowa zakłada stworzenie dedykowanych programów wdrożeniowych dla sektorów takich jak energetyka, transport czy rolnictwo. Mamy tu ważny sygnał, że AI ma wyjść poza branżę IT i trafić do "prawdziwej" gospodarki. Jeśli polski rolnik ma używać AI do optymalizacji zbiorów, a firma logistyczna do układania tras, potrzebują prostych i bezpiecznych narzędzi, a nie prawniczego bełkotu.

Etyka i bezpieczeństwo – ufaj, ale sprawdzaj

Na koniec wątek, który budzi najwięcej emocji... bezpieczeństwo. Rządowy plan mocno akcentuje konieczność budowania AI "godnej zaufania". Powstanie Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji (KRIBSI) oraz nowe kompetencje dla Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Priorytetem rządu jest wyeliminowanie ryzyka dyskryminacji przez algorytmy i wprowadzenie czytelnego oznaczania treści generowanych przez sztuczną inteligencję.

Szczególny nacisk położono na walkę z dezinformacją i deepfake'ami. W erze, gdy każdy może wygenerować fałszywe nagranie polityka czy celebryty, państwo musi mieć narzędzia do szybkiej weryfikacji treści.

Dokument wspomina też o ochronie praw autorskich, czyli drażliwy temat dla twórców, których prace są "zjadane" przez modele AI bez ich zgody. Planowane są mechanizmy "opt-out" dla artystów niechcących karmić algorytmów swoimi dziełami. To krok w dobrą stronę, choć egzekwowanie tego w globalnym internecie będzie zadaniem karkołomnym.

Wymarzony skok w przyszłość czy twarde zderzenie z realiami

Plany zamiany Wisły w drugi Potok Krzemowy czyta się świetnie. Rządowa strategia do 2030 roku na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie solidnie osadzonej w rynkowych realiach. Jednak entuzjazm warto dawkować z umiarem – papier bez mrugnięcia okiem przyjmie wizję urzędu, w którym wszystko załatwimy jednym kliknięciem.

Pieniądze są, chęci są, a technologia leży na stole. Problem w tym, że w Polsce największym wrogiem sztucznej inteligencji od zawsze była naturalna biurokracja i opór materii.

Prawdziwym testem dla rządu nie będzie zakup superkomputera do Poznania czy Krakowa, bo sprzęt kupić najłatwiej. Prawdziwa walka rozegra się o to, czy system stworzony przez najlepszych programistów nie polegnie w starciu ze starymi przyzwyczajeniami w urzędach i lękiem przed nowym.

Jeśli się uda, w 2030 roku obudzimy się w nowoczesnym państwie. Jeśli nie – pozostanie nam jedynie makieta nowoczesności, gdzie pod lśniącą powłoką sztucznej inteligencji wciąż będzie biło serce analogowego urzędnika, a jednym kliknięciem będziemy co najwyżej odświeżać stronę w oczekiwaniu na wolny termin.